Najważniejsze typy czołgów z lat drugiej wojny światowej - historia ich powstania i udziału w walkach oraz ich parametry techniczne. W tej bogato ilustrowanej publikacji Thomas Anderson, znawca militariów z okresu
Jego użycie utrudniło prowadzenie wojny Niemcom – plan wojny błyskawicznej uniemożliwiła wojna pozycyjna, a ona zniszczyła plany wojenne tej nacji. Drugim środkiem, który chcę przedstawić, była wyjątkowo sprytna broń – broń chemiczna. Zastosowali go jako pierwsi Niemcy, w ostatni dzień pierwszego roku wojny.
W czasie II wojny światowej wyprodukowali 53 tys. czołgów T-34. Choć posiadały niezliczone wady, produkowano je osiemdziesięciokrotnie szybciej niż niemieckie tygrysy. Co z tego, że ich wieża potrafiła zamienić się w komorę gazową? (przeczytaj więcej na ten temat). 4. Utworzyli polską brygadę pancerną z Rosjan.
Taki system ma pewne zalety. Sam Bendett mówi, że dzięki temu rosyjskie czołgi są niższe, dzięki czemu trudniej je trafić w bitwie. Jednak los T-72 w Iraku zachęcił zachodnie siły zbrojne do zmian. – Po wojnie w Zatoce Perskiej wszyscy na Zachodzie przekonali się, że muszą wprowadzić zmiany konstrukcyjne – mówi Drummond.
Rosyjska rządowa agencja prasowa RIA Novosti poinformowała, że na front w Ukrainie trafiły najnowsze rosyjskie czołgi T-14 Armata. Na razie jednak nie walczą na szpicy rosyjskich uderzeń.
Jak poinformował w sobotę naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny, rosyjska armia straciła już 20 procent pododdziałów uczestniczących w wojnie w Ukrainie. Sztab
. Broń, technika wojskowa RM Wydawnictwo: RM Oprawa: Miękka Oszczędzasz 15,89 zł (35% Rabatu) Wysyłka: 1-2 dni robocze+ czas dostawy Opis Najważniejsze typy czołgów z lat drugiej wojny światowej – historia ich powstania i udziału w walkach oraz ich parametry tej bogato ilustrowanej publikacji Thomas Anderson, znawca militariów z okresu drugiej wojny światowej, przedstawia wszystkie typy czołgów, które odegrały większą rolę podczas tego konfliktu, zarówno te w wojskach niemieckich i ich sojuszników, armiach Włoch i Japonii, jak i czołgi w siłach pancernych państw alianckich – ZSRS, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Dokładnie opisuje poszczególne typy, a także podaje szczegółowe zestawienia ich danych taktyczno-technicznych. Przeglądu tego dopełniają liczne niepublikowane dotąd zdjęcia i fragmenty relacji Anderson jest znawcą niemieckiej broni pancernej z czasów drugiej wojny światowej i autorem poczytnych książek z dziedziny historii militarnej. Po polsku ukazały się jego monografie poświęcone słynnym niemieckim czołgom: Tygrys (Wydawnictwo RM 2017) i Pantera (Wydawnictwo RM 2018), oraz kompendia Niemiecka broń pancerna 1939–1942 (Wydawnictwo RM 2019) i Niemiecka broń pancerna 1943–1945 (Wydawnictwo RM 2020). Szczegóły Tytuł Czołgi II Wojny Światowej Inne propozycje autorów - Anderson Thomas Podobne z kategorii - Broń, technika wojskowa Darmowa dostawa od 199 zł Rabaty do 45% non stop Ponad 200 tys. produktów Bezpieczne zakupy Informujemy, iż do celów statystycznych, analitycznych, personalizacji reklam i przedstawianych ofert oraz celów związanych z bezpieczeństwem naszego sklepu, aby zapewnić przyjemne wrażenia podczas przeglądania naszego serwis korzystamy z plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki lub zastosowania funkcjonalności rezygnacji opisanych w Polityce Prywatności oznacza, że pliki cookies będą zapisywane na urządzeniu, z którego korzystasz. Więcej informacji znajdziesz tutaj: Polityka prywatności. Rozumiem
Hitlerowcy traktowali ten ciężki czołg jak swoją cudowną broń. Z zachwytem rozpisywała się o nim nawet brytyjska prasa. Ile w tym wizerunku Tigera było prawdy, a ile propagandy? I jeśli nie ten, to który czołg walczący w II wojnie należy uznać za najlepszy?Jeśli nie Tiger, to może zatem należy gdzie indziej poszukać najlepszego czołgu II wojny światowejII wojny światowej? W kategorii czołgów średnich zdecydowanie wygrywał M4 Sherman. Zgodnie z założeniami konstrukcyjnymi, jego zadaniem było wspieranie piechoty i walka z lżejszymi pojazdami przeciwnika. Jak się później okazało, przerósł te projektanci wygrali z niemieckimi, a także radzieckimi konkurentami filozofią podejścia do możliwości rozwojowych. Stworzyli konstrukcję otwartą, dzięki czemu bez trudu wymieniali istotne elementy. A modernizowali swój projekt bezustannie, nawet co dwa M4 było też niewiarygodnie wręcz obszerne wnętrze, dopuszczające liczne aranżacje. Było to zupełnie sprzeczne z obowiązującym do dzisiaj podejściem rosyjskim, zgodnie z którym maszyna musi być jak najmniejsza, by trudniej było w nią trafić. To jednak sowieccy czołgiści dusili się od gazów prochowych, nie wiedzieli, do czego strzelają ani dokąd jadą. A żołnierze z USA korzystali z dodatkowych wentylatorów.„Szyta z naddatkiem” wieża Shermana pozwalała również dostosować do niej dowolną armatę. Tak jak w jego brytyjskiej wersji Firefly, gdzie nawet mimo dodatkowego opancerzenia czołowego jarzma lufy środek ciężkości czołgu się nie przesunął. Tymczasem Niemcy już w 1942 roku zorientowali się, że do PzKpf IV w żaden sposób nie są w stanie zamontować potężnej 75-milimetrowej armaty KwK 42 By ją wykorzystać, musieli zbudować nowy czołg! I tak powstała Pantera, czyli PzKpf V Panther. W czasie wojny tego typu maszyn wypuszczono minusach wprowadzania tego typu nowych, niesprawdzonych odpowiednio konstrukcji w czasie wojny niech ponownie zaświadczy bitwa na Łuku Kurskim. Chrzest bojowy przeszły tam 204 Pantery. Na polu bitwy zostało ich… aż 150! I cóż to za pociecha, że ani jedno bezpośrednie trafienie w płytę czołową kadłuba nie okazało się groźne, że większość unieruchomiły nie pociski wroga, a awarie napędu i silnika? Niemcy przegrały decydujące starcie, przesądzające o dalszych losach mechanikaW porównaniu z tworzonym w latach 30. Shermanem Tiger był pod wieloma względami wadliwy. Już samo ustawienie płyt jego pancerza pod kątem prostym było reliktem. Trudno zrozumieć, dlaczego projektanci zdecydowali się na taki wariant, skoro nawet pochylony pod kątem 55 stopni pancerz Pantery, choć cieńszy, dawał lepszą ochronę już o tym mowa, zewnętrzna warstwa PzKpf VI była zbyt twarda. Pod wpływem uderzeń pocisków wewnątrz wieży odrywały się kawałki metalu. Bywało, że ostrzelany z bliska czołg raptem stawał i przerywał walkę. Załoga ginęła od samych odprysków pancerza.„Cudownej broni” Hitlera nie można też nijak uznać za łatwą w obsłudze. Regułą były meldunki jak ten wysłany 1 września 1944 roku przez 502 batalion czołgów ciężkich: „Przydzielono do batalionu 45 PzKpfw VI. Gotowych do walki jest 19. 8 czołgów wymaga mniejszych napraw a 18 – dużych remontów”.Wiele mówią też raporty wysyłane przez 3 Batalion Pancerny z elitarnej Dywizji Großdeutschland, która zawsze miała pierwszeństwo zaopatrzenia. Oddział utracił większość bazy remontowej w ataku na transport kolejowy wiozący go na front. 14 sierpnia 1943 roku informował: „10 Tigerów uległo awariom podczas przejazdu do rejonu ześrodkowania batalionu”. Nazajutrz: „6 czołgów uszkodzonych wskutek działań przeciwnika, a w 7 wykryto uszkodzenia mechaniczne silnika i skrzyni biegów”.Warto dodać, że ewentualna naprawa była dosłownie koszmarem dla mechanika. Wystarczy wspomnieć, że by wymienić którekolwiek z wewnętrznych kół jezdnych, trzeba było demontować te zewnętrzne. Wymiana drążka skrętnego wymagała zdjęcia prawie wszystkich z 48 kół mechaniczne, takie jak odpadanie kół czy śrub na wale przednim, były tymczasem codziennością. Co więcej, po dłuższej jeździe z rur wydechowych PzKpf VI buchały metrowej długości płomienie. Z kolei od nieszczelnych przewodów zapalały się silniki, co zresztą wykazało wady układu gaśniczego w przedziale napędowym. Latem dowódcy alarmowali, że długotrwała jazda ciężkich maszyn w upale jest technicznie remontoweNic dziwnego, że do obsługi technicznej Tygrysów potrzebna była niemal osobna armia. Zwykłe kompanie remontowe, towarzyszące tankom typu III i IV, nie wystarczały. Dysponowały bowiem „zaledwie” trzema ciągnikami półgąsienicowymi oraz jednym ciężkim ciągnikiem z dźwigiem obrotowym. Był jeszcze sześciotonowy dźwig Bildstein i dziesięciotonowy żuraw Demag, bez którego nie można było podnieść ślad za atakującymi PzKpfw VI poruszały się specjalne plutony remontowe. Najczęściej wzywano je do spadających gąsienic, co zdarzało się prawie zawsze przy manewrowaniu na wstecznym biegu. Do tego w kolumnach logistycznych przemieszczały się mobilne warsztaty oraz sekcje plutonu ewakuacyjnego. Nieustannie narzekały one na braki czołgów ewakuacyjnych Bergepanther. Takich napraw jak wymiana silnika, skrzyni biegów, zbiornika paliwa czy układu chłodzenia można było dokonać tylko w bazie warsztatowej w głębi ugrupowania zmorę stanowiła też wymiana części. Magazyny z odpowiednim zaopatrzeniem często znajdowały się daleko od frontu, a zużycie podzespołów prawie czterokrotnie większe, niż dostawy na front. Kiedy latem 1944 roku, podczas odwrotu spod Dyneburga, trzy czwarte Tygrysów z 502 Batalionu uległo uszkodzeniom, niektóre holowano ponad 100 kilometrów. Ich podwozia ulegały skład części ewakuowano z Rygi do Królewca, a przewozy kolejowe strefie Grupy Armii „Północ” były sparaliżowane. W efekcie mechanicy oddziału przez dwa tygodnie dorabiali potrzebne elementy z… tego, co przeciwieństwie do Tygrysów modułowo zbudowane Shermany naprawiano bez trudu. Ponieważ mechanizm przeniesienia napędu umieszczono w przednim wale („nosie”) czołgu, jego wymiana była w warunkach polowych szybka i prosta. W parkach maszynowych czekały też nowe wieże, które błyskawicznie można było włożyć do starych „wanien”. Co więcej, pododziały remontowe z łatwością wymieniały silniki, i to na bezpośrednim zapleczu średnie czołgi wygrywały też pod względem mocy i wytrzymałości. Radziły sobie choćby z trzytonowym spychaczem. Ich radzieckie i niemieckie odpowiedniki mogły o tym tylko pomarzyć. Na dodatek ich silniki i zawieszenie wytrzymywały bez trudu 1000 kilometrów przebiegu. Producenci dawali im wręcz gwarancję na 2500 mil! Pantery i Tygrysy mogły im dorównać tylko, gdyby ustawiły się w przy takiej przewadze wzięło się powszechne przekonanie, że Sherman nie był czołgiem doskonałym? Wpłynęły na nie codzienne narzekania anglosaskich asów pancernych. O M4 mówiono nawet pogardliwie „zapalniczka”, podkreślając jego łatwopalność. Niesłusznie, bo wszystkie tanki się paliły. Czołgiści niemal nigdy nie mówili o „zniszczeniu” wrogiej maszyny, a o jej „spaleniu”. A pojazd stworzony przez konstruktorów z USA wygrywał i na tym polu. Tylko on miał mokre komory amunicyjne, chroniące przed wybuchem. Tak jak i żyroskopową stabilizację armaty, ale to już inna gąsieniceWarto wspomnieć jeszcze utrapieniach logistycznych, których dostarczały „najlepsze” czołgi. Do transportu drogowego (a utwardzonych dróg brakowało) nadawała się jedynie platforma Culemeyer SdAnh 121 o nośności 65 ton. Bezużyteczny był zestaw drogowy Faun L900, który bez trudu przewoził dwa PzKpfw IV, ważące po 28 ton do transportu kolejowego używano sześcioosiowych wagonów typu SSyms. Z uwagi na małą nośność rosyjskich mostów, każde dwie platformy z PzKpfw VI musiano przedzielać trzema pustymi wagonami towarowymi. Do tego Tygrysy wymagały również specjalnych ramp, których – jak można się domyślić – zawsze brakowało. Nie wspominając już o tym, że platformy kolejowe okazały się za wąskie na ciężkie czołgi. Na czas transportu trzeba więc im było wymieniać gąsienice!Epopeję ciężkich czołgów III Rzeszy zakończył ich masowy udział w operacji Wacht am Rhein, jak określano ostatnią niemiecką ofensywę w Ardenach. Atak ciężkich maszyn w zalesionych górach miał jednak niewiele sensu. W rzeczywistości „cudowna broń” i „święty Graal” Hitlera skończył tak jak jego kapłan. Jeśli wygrała, to tylko na polu public zdjęć: © Wydawnictwo Znak
„Czołgi, tak jak wszystkie inne pomocnicze rodzaje broni, są tylko środkiem wsparcia piechoty, od której zależą losy bitwy, gdy żołnierze dźgają bagnetami nieprzyjacielskie trzewia” – mówił w 1918 roku ówczesny pułkownik George S. pierwsi opracowali funkcjonalny czołg, niemniej tego rodzaju pojazd bojowy musiał prędzej czy później powstać, a Francuzi również nad nim pracowali. Wszystkie ówczesne konstrukcje wozów pancernych miały posłużyć rozwiązaniu ściśle taktycznego problemu przełamania chronionych zasiekami niemieckich linii obronnych, jednak doktryny użycia czołgów wypracowane przez dwa główne państwa alianckie – Francję i Anglię – różniły się w rezultacie zastosowanych nieco odmiennych, nowatorskich rozwiązań konstrukcyjnych. Trzecie mocarstwo alianckie, Stany Zjednoczone, zaproponowało przyjęcie rozsądnej doktryny utworzenia złożonych z różnych rodzajów broni „kombinowanych” formacji, których główną siłę stanowiłyby czołgi, ale Amerykanie przystąpili do wojny zbyt późno, a wspomniana koncepcja doczekała się realizacji dopiero po upływie dwóch następnych dekad. Mark I – pierwszy użyty bojowo typ czołgu (fot. E. Brooks, domena publiczna) Podejmowane w carskiej Rosji próby zaprojektowania sprawnego wozu bojowego zakończyły się fiaskiem z powodu zacofania ówczesnej rosyjskiej technologii przemysłowej, choć powstawały tam plany różnych pojazdów tego typu – od pomysłowych po dziwaczne. W obozie państw centralnych tylko Niemcy opracowały w miarę funkcjonalny czołg, jednakże niemiecki Sztab Generalny długo ignorował czołgi i zmienił zdanie na ich temat dopiero wtedy, gdy było już za późno. Jedyny niemiecki typ czołgu, który w latach Wielkiej Wojny wszedł do służby, okazał się konstrukcją nieudaną, a Niemcy nie wypracowali wtedy jeszcze spójnej doktryny użycia wozów października 1914 roku działania wojenne na froncie zachodnim utknęły w martwym punkcie. Brytyjski podpułkownik Ernest D. Swinton przedstawił wtedy pomysł opancerzonego i uzbrojonego pojazdu na bazie konstrukcji amerykańskiego ciągnika typu Holt, określonego przez jednego z jego przyjaciół jako „jankeski traktor, który może się wspinać niczym czort”. Brytyjskie Ministerstwo Wojny (War Office) odniosło się do pomysłu Swintona bez większego entuzjazmu, jednak zainteresował się nim ambitny Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill. Flota Churchilla niemal bezczynnie stała w portach, a on sam chciał w jakiś sposób bardziej zaangażować Royal Navy w działania na więc Komitet Okrętów Lądowych dla opracowania pojazdu bojowego, który ostatecznie stał się znany jako czołg. Wcześniej, w 1903 roku, Herbert George Wells opublikował utwór literacki The Land Ironclads („Lądowe pancerniki”), w którym opisał wielkie opancerzone pojazdy. Dzieło to zrobiło furorę w brytyjskich służbach specjalnych, a za konieczne uznano wyszukanie jakiegoś kryptonimu dla takiego wozu bojowego. Rozpowszechniono pogłoski, że nowe, niezgrabne pojazdy to cysterny do wykorzystania na Bliskim Wschodzie. Niestety, skrót od water carrier (WC) był identyczny ze skrótowym określeniem ustępu ([water closet]), więc zamiast tego przyjęto w angielskim nazwę tank (czołg; dosłownie „zbiornik”).Kilka wczesnych prototypów okazało się konstrukcjami nieudanymi, póki William Tritton nie opracował układu napędowego i jezdnego, wzorowanego na amerykańskim ciągniku Bullock. Prototyp Trittona ochrzczono mianem Little Willie („Mały Wacek” czy też „Wacuś”), będącym lekceważącym przezwiskiem niemieckiego następcy tronu. Rozważany początkowo pomysł zastosowania obrotowej wieży szybko zarzucono, gdyż spowodowałaby podniesienie środka ciężkości pojazdu i zwiększyła ryzyko wywrotek. Prototyp był znany jako Lądowa Stonoga Jego Królewskiej Mości oraz Big Willie, lecz w końcu przyjęła się nazwa Mother („Matka”). Czołg ciężki St. Chamond miał zamontowane w czołowej płycie pancernej działo polowe kalibru 75 mm. Konstrukcja tego czołgu, z dwiema wieżyczkami na stropie kadłuba, powodowała, że pole widzenia kierowcy i zarazem dowódcy załogi było bardzo ograniczone. (Association du Souvenir de Sommepy-Tahure) Po tym, jak brytyjska armia z opóźnieniem zaangażowała się w ten projekt, wpływ marynarki wojennej na jego realizację osłabł, niemniej do konstrukcji czołgowych przylgnęła terminologia zapożyczona z okrętów: kadłub, barbeta, wieża itp. Pod naciskiem wojskowych z armii lądowej zapadła decyzja o zamontowaniu w czołgach różnorakiego uzbrojenia do niszczenia nieprzyjacielskich gniazd karabinów maszynowych. Jednym z problemów było to, że równoległoboczny kształt konstrukcji znacznie ograniczał pole ostrzału broni zainstalowanej w kadłubie. Przyjęte początkowo rozwiązanie polegało na montażu uzbrojenia w niezgrabnych barbetach (sponsonach), wystających z boków kadłuba – podobnie rozmieszczano działa mniejszych kalibrów na ówczesnych wielkich okrętach doktrynaMimo pionierskiej roli odegranej w rozwoju pierwszych czołgów armia brytyjska z początku uparcie uznawała czołg za rozwiązanie konkretnego problemu natury taktycznej – przełamywania linii nieprzyjacielskich okopów. Zamiast grupować czołgi w silne formacje, Brytyjczycy na ogół tworzyli z nich niewielkie oddziały, rzadko liczące więcej niż 30 pojazdów – a nierzadko zaledwie osiem – przydzielane do związków operacyjnych. Nawet w powojennych publikacjach autorstwa Fullera, który z czasem stał się jednym z czołowych orędowników operacji militarnych z użyciem broni pancernej, można odnaleźć ślady myślenia zawężającego wykorzystanie czołgów do działań główne cechy konstrukcji pierwszych brytyjskich czołgów odzwierciedlały doktrynę użycia czołgów w zmaganiach pozycyjnych, a kanciaste kształty większości brytyjskich wozów pancernych z tego okresu ograniczały przydatność czołgów w walkach na otwartym terenie.(…)Ten tekst jest fragmentem książki Oscara E. Gilberta i Romaina Cansière'a „Czołgi. Stulecie broni pancernej”: Oscar E. Gilbert i Romain Cansière„Czołgi. Stulecie broni pancernej”Czołg wyrusza na wojnęBrytyjczycy pierwsi użyli czołgów w walkach, a także pierwsi zmarnowali ich potencjał. 1 lipca 1916 roku Douglas Haig rzucił 100 000 brytyjskich żołnierzy do potężnego ataku w bitwie nad Sommą, wspierając francuską ofensywę mającą na celu wyparcie wojsk niemieckich. Do końca owego dnia 60 000 piechurów zginęło, odniosło rany lub też zaginęło i zostało uznanych za zabitych. Nie przyjmując do wiadomości fiaska tej operacji, Haig przez następne tygodnie kontynuował ataki nękające Niemców. Pierwsze francuskie czołgi ciężkie zaprojektowano głównie z myślą o pokonywaniu zasieków z drutu kolczastego. Wystający „róg” na przodzie Schneidera CA służył do spychania takich zasieków pod gąsienice czołgu. (Association du Souvenir de Sommepy-Tahure) Gdy wspomniana ofensywa straciła impet, Brytyjczycy postanowili sprawdzić możliwości nowych czołgów. Na froncie mieli wtedy 49 czołgów Mark I, ale tylko 36 z nich nadawało się do jazdy. 15 września nastąpił debiut bojowy tych maszyn. Jednak nie wykorzystano ich do przeprowadzenia zmasowanego ataku, lecz rozproszono je na linii frontu, aby wspierały kilka pod Flers-Courcelette była w istocie starciem jednego z niewielkich oddziałów pancernych, gdyż czołgi walczyły w małych grupach przydzielonych do brygad piechoty. Zaplanowano potężne przygotowanie artyleryjskie dla otwarcia „ścieżek dla czołgów”, by te ostatnie mogły podążać naprzód bez zbytniego ryzyka utknięcia w lejach po pociskach. Pech, który prześladował dziesięć czołgów operujących w składzie brytyjskiej 1. Brygady Gwardii, był czymś typowym dla tych początkowych działań. Jednego z tych wozów bojowych nie udało się uruchomić, inne uległy awariom, jeszcze inne trafiły omyłkowo do strefy sąsiedniej dywizji lub wjechały do rowów, a ostatniemu zabrakło paliwa. Koncepcja uczynienia wyłomu dla czołgów w linii frontu spaliła na panewce, kiedy czołgiści się wspierające brytyjską 47. Dywizję dostały rozkaz wspomożenia ataku na pozycję znaną jako High Wood („Wysoki Las”). Dowódca korpusu zlekceważył powtarzane zastrzeżenia, iż czołgi nie poradzą sobie w terenie usłanym pniami i zwalonymi drzewami – i tylko jeden wóz bojowy pokonał te żołnierzy niemieckiej piechoty wpadło w panikę i poddawało się na widok mechanicznych monstrów, lecz inni wytrwali na pozycjach. Karabiny maszynowe i artyleria zasypały czołgi gradem pocisków. Czołg D1, trafiony przez Niemców z działa, przeszedł do historii jako pierwszy czołg wyeliminowany w walki przez ogień nieprzyjacielski. Niemcy już wcześniej opracowali amunicję przeciwpancerną do karabinów ręcznych i maszynowych, mającą przebijać niewielkie stalowe tarcze używane przez artyleryjskich obserwatorów oraz snajperów. A teraz wykorzystali ją przeciwko szybko się zorientowali, że nawet gdy nieprzyjacielski ogień nie przebijał pancerza, to pod wpływem celnych pocisków odłamki – odpryski farby lub nawet stali – odrywały się i szybowały we wnętrzu pojazdu. Ostrzał karabinowy, który nie naruszył opancerzenia, mimo wszystko powodował, że energia kinetyczna natychmiast zamieniała się w energię termiczną, gdy topił się ołów z rozgrzanych pocisków, który z kolei wdzierał się w szpary do prowadzenia obserwacji, spojenia nitów oraz we wszystkie inne szczeliny w z brytyjskich oficerów wojsk pancernych opowiadał nowo przybyłym na front Amerykanom, co dzieje się w czołgu pod intensywnym ostrzałem. Nawet najdrobniejsze odpryski rażą wtedy nieosłoniętą skórę. Potem, „równocześnie z hukiem uderzenia i odpryskami, widać błękitny płomień, a kiedy pociski karabinu maszynowego grzechoczą na spojeniach”, wnętrze czołgu „wygląda jak pokaz tanich fajerwerków”. Większość czołgów zaprojektowanych przez Brytyjczyków w latach pierwszej wojny światowej miała charakterystyczny „rombowy” kształt. Przeznaczone do pokonywania okopów i innych przeszkód terenowych, niezbyt się nadawały do prowadzenia ruchomych działań wojennych. Niemcom w tym czasie brakowało czołgów, dlatego też wykorzystywali pojazdy zdobyczne, takie jak ten czołg brytyjski. ( History Division) Pojedyncze czołgi zostały zaatakowane przez niemieckich grenadierów, a jeden z unieruchomionych wozów bojowych trzymał w szachu nieprzyjacielską piechotę przez pięć godzin, nim stanął w ogniu. Współdziałanie z piechotą było źle skoordynowane i co najmniej raz czołgi ostrzeliwały własnych żołnierzy, póki pewien oficer nie wdrapał się na maszynę i nie skierował jej w odpowiednią gdzie czołgi dotarły do wrogich linii, dowiodły swojej przydatności, niszcząc gniazda karabinów maszynowych. Ogólnie jednak batalia ta nie przyniosła Brytyjczykom sukcesu, głównie dlatego że czołgi w efekcie różnych awarii ugrzęzły w rowach, a piechota nie zapewniła im należytej konstruktorów nowego czołgu Renault wymagano by, masa tego pojazdu nie przekraczała 7 ton, tak by można go transportować wagonami kolejowymi. Zaprojektowany został nowy silnik, a gąsienice napinano automatycznie tak, aby nie spadały z kół, co stanowiło utrapienie załóg wielu starszych typów czołgów. Powietrze chłodzące silnik miało być czerpane z przedziału bojowego, a spaliny wyprowadzane do innowacją okazał się jednak układ i rozmieszczenie poszczególnych przedziałów i stanowisk w czołgu: kierowca zajmował miejsce dość nisko nad podłożem, z przodu kadłuba, mając znakomite pole widzenia, silnik rozmieszczono z tyłu, a pojedyncza obrotowa wieża zapewniała zainstalowanemu w niej uzbrojeniu 360-stopniowe pole ostrzału. Była wyposażona albo w ciężki karabin maszynowy Hotchkiss, albo (późniejsze wersje) w armatę Puteaux 37 mm. Jedyny problemem stanowiło to, że załoga składała się tylko z dwóch ludzi, co oznaczało, że dowódca czołgu, zarazem odgrywający rolę celowniczego i ładowniczego, był przeciążony zadaniami. Ponadto przegroda ogniotrwała nie oddzielała przedziału bojowego od rozgrzanego silnika, a w samym silniku często psuł się pasek wentylatora. Jednakże zasadnicze cechy tej konstrukcji okazały się udane, a szybko wprowadzono spawaną wieżę, łatwiejszą w produkcji niż oryginalna wieża tekst jest fragmentem książki Oscara E. Gilberta i Romaina Cansière'a „Czołgi. Stulecie broni pancernej”: Oscar E. Gilbert i Romain Cansière„Czołgi. Stulecie broni pancernej”
Superciężkie czołgi II wojny światowej były w prostej linii kontynuatorami machin oblężniczych, wykorzystywanych niegdyś do przełamania impasu w działaniach armii lądowych. Pomysł konstrukcji pojazdów tej klasy pojawił się podczas Wielkiej Wojny. Miały to być czołgi przełamania przeznaczone do kruszenia linii obronnych przeciwnika. Koncepcja ta odrodziła się w okresie międzywojennym, szczególnie w krajach, które najbardziej ucierpiały podczas pierwszej wojny światowej (Związek Sowiecki, Francja, Niemcy). W dalszym okresie wszystkie najważniejsze państwa alianckie oraz Osi prowadziły programy rozwojowe poświęcone tej kategorii czołgów, charakteryzujących się wyjątkowo silnym opancerzeniem oraz uzbrojeniem. Inaczej jednak niż w przypadku Wielkiej Wojny, kiedy projektowano czołgi przełamania, w ostatnich latach drugiej wojny światowej superciężkie czołgi w przypadku broniących się rozpaczliwie Niemiec odwrócić miały niepomyślny dla nich rozwój wydarzeń i przechylić szalę zwycięstwa.
Najważniejsze typy czołgów z lat drugiej wojny światowej – historia ich powstania i udziału w walkach oraz ich parametry techniczne. W książce tej przedstawiono wszystkie typy czołgów, które odegrały większą rolę w zmaganiach podczas drugiej wojny światowej, zarówno te w wojskach niemieckich i ich sojuszników, armiach Włoch i Japonii, jak i czołgi w siłach pancernych państw alianckich – ZSRS, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Autor, Thomas Anderson, dokładnie opisał poszczególne typy, a także podał szczegółowe zestawienia ich danych taktyczno-technicznych. Przeglądu tego dopełniają liczne niepublikowane dotąd zdjęcia i fragmenty relacji świadków epoki wojennej.
rosyjskie czolgi drugiej wojny swiatowej